Jest 28.02.2010r. Nad dużą częścią zachodniej Europy szaleje orkan XYNHTIA. Powoduje poważne szkody w drzewostanach ? w samych Niemczech ok. 3,5 mln m3 złomów i wywrotów.
W leśnictwie Emmerichshütte, które zarządza lasem miasta Ingelheim (Nadrenia-Palatynat), pracuje mój kolega, leśniczy Florian Diehl. Już pierwszego dnia po wichurze krąży on wynajętym samolotem nad swoim rewirem, dokumentując straty. Z porównań zdjęć lotniczych z mapą drzewostanów wynika, że trzeba pozyskać min. 50 000 m3 uszkodzonych drzew, przeważnie świerka.
Informuje burmistrza a ten Radę Miasta, która obiecuje przyznać 1,5 mln euro na usunięcie szkód. Warunek ? termin zakończenia prac do końca kwietnia, ażeby zapobiec wylęgom kornika. Oznacza to konieczność pozyskania dziennie średnio 1 tys. m3 drewna. Oczywiście ze zrywką.
Leśniczy zwraca się z tym do mnie. Oferta jest kusząca, ale i niebezpieczna ? za niedotrzymanie terminu, wykonawcy grozi kara ? 10 % wartości umowy, a prace przy wywrotach są szczególnie trudne. Postanawiam spróbować. W ciągu 3 dni zbieram 20 dobrych pilarzy i wysyłam do Niemiec.
Okazuje się, że pozyskują dziennie tylko 400 m3. To o wiele za mało, potrzebne są maszyny. Znajdujemy niemiecką firmę Kunz, gotową nam pomóc. Posiada ona 2 harvestery i 2 forwardery. Firma zgadza się nawet na zapis kary w umowie, ale proponuje też swój: taka sama kara dla zleceniodawcy w razie wstrzymania prac przed ich zakończeniem. Leśniczy i burmistrz wyrażają zgodę, twierdząc, że to normalne. Tempo prac natychmiast wzrasta, same harvestery pozyskują 600 m3 dziennie, jest szansa na to, że zmieścimy się w czasie.
Wkrótce pojawia się kolejny problem ? przy drogach w lesie brakuje miejsc na mygły z drewnem, trzeba wstrzymać zrywkę. Dyrekcja Lasów, która ma umowę z miastem na sprzedaż drewna nic nie sprzedaje, ponieważ miejscowi odbiorcy proponują cenę o 8 euro niższą niż w sąsiednich landach.
Leśniczy sam znajduje kupca ? pośrednika z Bawarii. Ten zgadza się natychmiast kupić wszystko, płacąc nawet 10 euro więcej niż miejscowi. Dyrekcja jednak mówi n i e, twierdząc, że musi chronić lokalny rynek. W takim razie sprzedajcie im za tyle, za ile chcą zanim wszystko ?zeżre? kornik - wścieka się burmistrz. Dyrekcja znowu mówi n i e ? trzeba ich chronić ale bez przesady, muszą płacić jak wszyscy.
Wydaje się już, że stracimy kontrakt, kiedy leśniczy przedstawia swój pomysł: Nie można wstrzymać prac, bo zapłacimy wysoką karę firmie Kunz ? ponad 100 tys. euro. Lepiej wydać z kasy miasta dodatkowe 20 tys. na ręczne korowanie. Okorowane drewno może zostać w lesie i czekać na zrywkę. Burmistrz od razu się zgadza, moi drwale zamieniają piły na korowaczki, harvestery zwiększają wydajność, wydłużając dzień pracy średnio o 5 godzin. Nadal pozyskujemy 1000 m3 dziennie.
Po tygodniu miejscowi odbiorcy, widząc co się dzieje, kupują już drewno za normalną cenę i wywożą z lasu. Sukces!
27 kwietnia - mamy oficjalne zakończenie prac. Uroczyste party dla wykonawców, podziękowania, przyjeżdża nawet sam prezydent landu, a w miejscowej prasie ukaże się o nas pochwalny artykuł. Polscy drwale szczęśliwi wracają do domu ? dobrze zarobili i obeszło się bez wypadku. Myślę, że podobnie jak ja, też zrozumieli, iż nasz wspólny sukces zawdzięczamy głównie niemieckim maszynom.
Po pierwsze - nie dalibyśmy rady w tak krótkim czasie pozyskać aż tyle drewna bez harvesterów. Żeby zastąpić ich pracę musiałbym szybko znaleźć dodatkowych 30 porządnych pilarzy. Prawie niemożliwe...
Po drugie ? nawet gdybym tylu znalazł, prawdopodobieństwo wypadku poważnie by wzrosło. Uważam, że już przy 20 osobowej grupie mieliśmy dość szczęścia.
Po trzecie ? zwiększenie wydajności prac o ponad 60 %( jak to miało miejsce po rozpoczęciu przez nas korowania) poprzez wydłużenie t y l k o czasu pracy, w przypadku pilarzy jest n i e w y k o n a l - n e! W przypadku maszyny ? wystarczy po prostu zrobić drugą zmianę.
Z powyższych względów, m a s z y n o w e pozyskanie drewna jest dziś tak powszechne. Aby jednak mogło się ono rozwinąć, muszą być spełnione niektóre warunki, co również ilustruje opisany przykład. Zwróćmy uwagę że:
Wykonująca usługę maszynami firma Kunz była pełnoprawnym partnerem dla miasta. Zapis w umowie o karze za przestój obowiązywał obie strony, gdyż każdy rozumiał, że właściciel maszyn w razie przerwania pracy też ponosi straty.
Harvester ma zajęcie dopóki ktoś kupuje pozyskane drewno. W Niemczech Dyrekcja Lasów dba o lokalnych odbiorców, bo z nimi w razie potrzeby można się dogadać. Ponadto jest tam też pośrednik w handlu drewnem, który kupi nadwyżkę i odsprzeda dalej, jeśli miejscowy rynek nie zdoła jej wchłonąć. Oczywiście, aukcje internetowe w Niemczech też istnieją.
Niebagatelną rolę odgrywa leśniczy. Koordynuje pozyskanie i sprzedaż drewna, podejmuje decyzje. Zresztą nic dziwnego - jest w końcu w branży leśnej fachowcem po studiach. Podobnie zresztą jak leśniczy w Polsce? Wróćmy więc do kraju.
Rozmawiając z naszymi leśnikami, odnoszę wrażenie, że nikt już nie neguje potrzeby zastosowania Harvesterów w Polsce. Ponadto każdy twierdzi, że jest w pełni świadom, z jakim wysiłkiem organizacyjnym z ich strony oraz ryzykiem finansowym ze strony przedsiębiorcy wiąże się ta sprawa. Jednak, wciąż nie znajduje to oparcia w faktach.
Weźmy umowę. Dobra umowa powinna zabezpieczać interesy obydwu stron. Ponieważ koszty maszyn leśnych są ogromne, a cały ich ciężar spoczywa na Zulu powinien się on szczególnie dobrze zabezpieczyć. Jak to wygląda w praktyce? Umowę dla Zula przygotowuje (z a w s z e ) Nadleśnictwo i załącza do SIWZ. W ubiegłym roku taką t y p o w ą umowę, załączoną do SIWZ, w którym zamawiający stawia wykonawcy wymóg dysponowania 2 harvesterami, zrębowym i trzebieżowym, dałem do sprawdzenia znanej kancelarii prawniczej w Warszawie.
Oto niektóre uwagi:
Zamawiający zastrzega sobie prawo do:
- Umownych kar finansowych w & 2 pkt. 8, 10, 11 a nawet odszkodowań je przewyższających - pkt. 12. (razem w 4 pkt.)
- Rozwiązania umowy w & 2 pkt. 6 i & 14 pkt. 1.
- Redukcji (bez ograniczeń) rozmiaru prac w przypadkach uznanych przez zamawiającego za uzasadnione - & 4.
- Umowa nie uwzględnia ż a d n y c h praw wykonawcy do odszkodowania zarówno w wyżej wymienionych przypadkach, jak również w razie gdyby redukcja prac nastąpiła z winy zamawiającego lub z przyczyn nieuznanych przez wykonawcę za uzasadnione. W związku z powyższym umowa wykazuje wyraźną nierówność praw kontrahentów z korzyścią dla strony reprezentującej nadleśnictwo. I dalej czytamy: Pragnę jednak wskazać, że Zamawiający nie może zmienić umowy - vide art. 144 ust 1 ustawy Prawo zamówień publicznych .
- Reasumując, nawet wykazanie nierówności stron pozostanie bez znaczenia dla obowiązku wykonania umowy na tych zasadach.
Jak widzimy, z zapisów w umowie wynika jasno, że zamawiający nie przewiduje ze swojej strony żadnej możliwości popełnienia błędu i jeśli cokolwiek nie wyjdzie, wszystkiemu winny będzie Z u l, któremu trzeba naliczyć karę. Fakt, że bezpośrednie konsekwencje niezrealizowania umowy poniesie właściciel Zula ? utrata pieniędzy a nawet maszyny (niespłacanie rat) ? nie jest w ogóle brany pod uwagę.
Mając w taki sposób ?zabezpieczone? swoje interesy właściciel Zula wchodzi do gry. Bierze kredyty, kupuje maszyny, startuje w przetargu. Pozostaje tylko życzyć mu szczęścia. A wziąwszy pod uwagę, że przetarg jest co roku, bo umowa jednoroczna, to tego szczęścia trzeba mu naprawdę dużo?Zwłaszcza, że amortyzacja maszyn trwa kilka lat! Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny są złożone jednak spróbuję parę z nich wyjaśnić posiłkując się dowcipną grafiką, którą sporządziła dla mnie siostrzenica: