Dziś (12 lipca 2024) w całej Polsce odbyły się manifestacje leśników, którzy występowali w obronie polskich lasów przed zmianami wprowadzanymi przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Na temat postulatów protestujących pisaliśmy przed wydarzeniem. Do Premiera Donalda Tuska skierowano pismo z wyjaśnieniem stanowiska protestujących:
"Niestety działania Ministerstwa Klimatu i Środowiska, inspirowane przez środowiska, które pozornie są ekologiczne i chroniące lasy, w efekcie niszczą polskie leśnictwo, sektor leśno-drzewny i przyrodę oraz zagrażają trwałości sprawdzonego systemu. Kampania kwestionowania w mediach społecznościowych zasadności funkcjonowania Lasów Państwowych czy porównywanie wieloletniej pracy nas, polskich leśników, do działania zorganizowanych grup przestępczych musi wzbudzić zdecydowany sprzeciw" - czytamy w liście do Premiera.
Całość listu można przeczytać tutaj.
"Nie zawłaszczamy dla siebie polskich lasów. Rozumiemy potrzebę zmian i chcemy w nich uczestniczyć podczas szerokiej, publicznej, apolitycznej dyskusji w oparciu o wspólną wiedzę, szacunek do obowiązującego prawa oraz całego środowiska naturalnego" - piszą w swoim apelu protestujący leśnicy.
.jpg)
Ale środowiska "chroniące przyrodę" mają na ten temat odmienne zdanie.
"Lokalni baronowie chcą wycinać jak dawniej. Zaplanowany na 12 lipca protest leśników ma na celu powstrzymanie niezbędnych zmian w gospodarowaniu lasami. Będziemy świadkami próby sił pomiędzy leśnymi baronami a rządem, który zobowiązał się wobec społeczeństwa do ochrony 20% lasów i reformy leśnictwa" - pisze Greenpeace, podając jednocześnie, że ograniczenia cięć w żaden sposób nie wpłynęły na regionalne bezrobocie. Opinię obrońców przyrody można skonfrontować ze sprzeciwem społecznym, z jakim spotkały się ograniczenia cięć zgodnie z przeprowadzonymi konsultacjami.

"Protesty to wyraz frustracji grupy, która najwięcej korzystała z poprzedniego układu” – komentuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska (jak podaje OKO.press. To ciekawe, biorąc pod uwagę, że sam ZLP zrzesza obecnie około 12 500 osób w całym kraju. A protestowali nie tylko sami leśnicy, ponieważ do protestu włączył się Protest Branży Drzewnej.

- Walczymy o nasze miejsca pracy, bo martwimy się, że przez nieprzemyślane, raptowne, nieskonsultowane, wydawane bez oceny skutków ekonomicznych, przyrodniczych i społecznych decyzje, w polskiej przyrodzie będzie gorzej, będą problemy z utrzymaniem miejsc pracy – mówił Grzegorz Sekut ze Związku Leśników Polskich w rozmowie z portalem wkatowicach.eu.
.jpg)
Jak podaje wrocławska wyborcza.pl, we Wrocławiu protestowali również mieszkańcy... Przeciwko LP, pod siedzibą RDLP. Tam doszło nawet do konfrontacji z przedstawicielem RDLP. Aktywista ekologiczny Robert Suligowski argumentował protest wycinkami na Praczach Odrzańskich i w Ratyniu: - To drzewa, które pamiętają powstanie styczniowe. Jeśli zostaną wycięte, to na kolejne drzewa będziemy musieli czekać tyle samo lat, o ile w ogóle wyrosną - mówił.
"Leśnicy chcą ciąć i piłować więcej" - brzmi tytuł artykułu opublikowanego na łamach TVP Info.
"Leśnicy wyszli z lasu niczym tolkienowscy Entowie na Isengard. W sumie powód też był podobny" - komentuje strona facebookowa "Borem Lasem Wodą Bagnem". Z humorem, ale zadziwiająco trafnie...

Fot.: Facebook: Opole News, Wojewoda Śląski, Borem Lasem Wodą Bagnem, a także materiały nadesłane przez Protest Branży Drzewnej