Przybyłych powitał Romuald Roman wiceprezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Leśnych. ? Może niektórzy z was są tu po raz pierwszy, przyjechaliście, chociaż nie powinno was tu być, nie powinniście protestować w Warszawie, ale musimy to robić, bo stoimy nad przepaścią ? mówił Roman. Wspomniał o sytuacji firm leśnych, które nie działają na wolnym rynku, ale w sytuacji monopolu Lasów Państwowych. Przedsiębiorcy domagają się podniesienia stawek za usługi leśne.
? Pracujemy w upale, mrozie, w deszczu i śniegu. To my wykonujemy najcięższą robotę w warunkach nieustającego zagrożenia. Jest nas tu wielu, razem damy radę, musi się udać ? zachęcał protestujących Romuald Roman.
Wspierali go główni inicjatorzy i organizatorzy protestu: Robert Gruszka i Mariusz Rakowski.
? Jesteśmy tu, aby nasza praca była godnie wynagradzana, musimy uświadomić pracownikom Lasów jaka jest różnica zarobków między służbą leśną a nami. Pokażcie jak bardzo jesteśmy zdeterminowani ? mówił do protestujących Rakowski.
Przypomniał o spotkaniu, które odbyło się w Ministerstwie Środowiska tuż przed protestem, 28 września. Z reprezentantami firm leśnych spotkał się dyrektor LP Adam Wasiak i wiceminister środowiska Katarzyna Kępka. Przedsiębiorcy w ramach obrad ?okrągłego stołu? próbowali wynegocjować obietnice podniesienia stawek za sługi leśne, co miało zapobiec demonstracjom na ulicach stolicy. Lasy zgodziły się już na 5-procentową podwyżkę. Jednak zdaniem reprezentantów firm leśnych, ta obietnica nie gwarantuje rozwiązania problemu niskich stawek. Konieczne byłoby ustalenie minimum stawki za roboczogodzinę w wysokości 23 zł, a w kolejnych latach 25 zł za godz. Na to jednak nie było zgody decydentów z LP.
? Napotkaliśmy mur, butę i arogancję, dlatego zdecydowaliśmy się na protest ? komentował krótko Mariusz Rakowski.
Józef Grodecki, przedsiębiorca leśny i emerytowany nauczyciel akademicki, zapewnił, że protest nie jest wymierzony w Lasy Państwowe i nie ma zburzyć obecnego porządku, w którym LP zarządzają majątkiem państwa. ? Gospodarka leśna, właściwie prowadzona, jest naszym celem. Leśnicy są naszymi partnerami, szanujemy ich zawód. Nam chodzi tylko o to, by stabilnie, na równych warunkach, w lasach pracować ? zastrzegał Grodecki i prosił również o spokojne przeprowadzenie manifestacji.
Demonstrację prowadziły dwa samochody z nagłośnieniem. Protestujący nieśli transparenty z napisami: ?Jestem drwalem, będę inwalidą?, ?Koniec wyzysku w Lasach Państwowych?, ?Administracja Lasów Państwowych tworzy szarą strefę?.
Mieszkańcy miasta przyjmowali pochód, jak kolejny warszawski protest, nie wszyscy zapewne rozumieli o co chodzi zulowcom i czego się domagają. Niektórzy pytali: Czy to protest przeciwko uchodźcom?
Z różnych wyliczeń policji i organizatorów wynika, że przedsiębiorców było blisko 3 tys. Przywieźli ze sobą pilarki, które uruchamiali na znak protestu. Urządzenia były oczywiście pozbawione łańcuchów. ? Przyjechałem tu z województwa zachodniopomorskiego, moi rodzice są przedsiębiorcami leśnymi, dlatego tu jestem ? powiedział GAZECIE LEŚNEJ Adrian Klaba, który uczy się w zawodowej szkole leśnej w Rogozińcu.
Protestujący przeszli ulicami Wawelską, Chałubińskiego, Boya-Żeleńskiego, Bagatela, Al. Ujazdowskimi. O godzinie 13 dotarli do Kancelarii Premiera. Tam odbyła się spontaniczna konferencja prasowa. Uruchomiono pilarki i odczytano petycję firm leśnych oraz postulaty sformułowane w czasie okrągłego stołu. Przedsiębiorcy zebrali pod nimi kilka tysięcy podpisów. To dowód na to, że oczekiwania demonstrujących, to nie tylko żądania SPL-u, ale całego środowiska.
Delegacja protestujących udała się do Kancelarii, została przyjęta przez dyrektora Adama Wasiaka i wiceminister Katarzynę Kępkę.
Protest prócz hałasu: gwizdów i głośnej pracy pilarek, odbył się bez incydentów i w pokojowej atmosferze. Wystarczy wspomnieć, że po jego zakończeniu wszyscy otrzymali darmową zupę, na którą zostali zaproszeni również zmęczeni pilnowaniem porządku, policjanci.
Redakcja
Zobacz film i zdjęcia.